piątek, 22 kwietnia 2016

Rozdział 6

Proszę przeczytaj notkę pod rozdziałem. To dla Ciebie tylko 2 minuty. 

Otworzyłam oczy i uświadomiłam sobie, że właśnie zasnęłam. Poderwałam się na nogi i zerknęłam na zegarek. 7:30. Wskoczyłam w czarne spodnie, narzuciłam na siebie czarną bluzę, chwyciłam telefon i pognałam do mieszkania Nikki. Po chwili otworzyła mi drzwi.
-Tak, jasne - powiedziała i chwyciła kluczyki od swojego czarnego audi. Niedługo po tym byłyśmy już w drodze. Po drodze wytłumaczyłam blondynce z grubsza o co chodzi.
-To jest norma. Li w każdy piątek tam jeździ, więc spokojnie - oznajmiła.
-Tu nie chodzi o Liama, tylko o faceta, który będzie się z nim bił.
Po chwili byłyśmy już na miejscu. Dziewczyna zaparkowała pomiędzy innymi autami, a było ich tam pełno.
-Mam iść z tobą? - zapytała.
-Lepiej będzie, jak tu zaczekasz - odpowiedziałam. Blondynka pokiwała głową, a ja wysiadłam z samochodu i ruszyłam w stronę wejścia fabryki. Przy wejściu stało dwóch mężczyzn. Może mnie wpuszczą. Pewnym siebie krokiem ruszyłam do przodu, ale jeden z nich, ruchem ręki zatrzymał mnie. Drugi stanął za mną i zaczął mnie przeszukiwać, gdy stwierdził, że jest okej, pozwolił mi iść. Na odchodne dostałam klapsa w tyłek. Odwróciłam się ze zgrozą w oczach, a tamci tylko zaczęli się śmiać.
Wnętrze wyglądało, jak to fabryka, tylko że odnowiona i bardzo dobrze zagospodarowana. Na środku stała duża klatka, a dookoła stali ludzie. W klatce dostrzegłam postać Liama i jakiegoś drugiego mężczyzny, który był odwrócony do mnie wytatuowanymi plecami. Podeszłam bliżej, szukając pozostałeś czwórki, aby się na nich nie natknąć. Zauważyłam ich nieopodal, więc ruszyłam w drugim kierunku. Stałam po drugiej stronie klatki i przyznam, że miałam nawet dobry widok. Walka zaczęła się na gwizdek sędziego, którego nigdzie nie mogłam dostrzec. Blondyn w końcu odwrócił się do mnie przodem i był to...James. Tak myślałam. Przyglądałam się uważnie walce. Kiedy Liam dostał prosto w nos z moich ust wydał się niegłośny pisk, ale stałam na tyle blisko, że go usłyszał. Spojrzał w moim kierunku, a na jego twarzy zarysowała się złość. Kiedy James miał zdać kolejny cios, ten go wyminął, podbiegł do rogu klatki, przy którym była jego ekipa i coś im powiedział,  a po chwili wrócił do walki. Zayn ruszył w prawą stronę, a Harry w lewą. Dość nieciekawa sytuacja. Zaczęłam się wycofywać do tyłu. Mulat był w bezpiecznej odległości ode mnie, ale nie spostrzegłam Harry'ego, który właśnie mnie złapał. Posłał mi słodki uśmiech złapał za ramię i zaczął ciągnąć.
Zaprowadził mnie do pomieszczenia, które, jak sądzę było szatnią chłopaków.
-Jak się tutaj znalazłaś?! Ostatnia panienka, która przyjechała tu za Paynem....nieważne. Poczekasz tu grzecznie, a ja zobaczę co tam się dzieje. Rozumiesz?
-Nie, nie zostanę tutaj - odpowiedziałam.
-Ja tu wydaję rozkazy, a ty wykonujesz polecenia! - warknął. Przypiął kajdanki do metalowej rury, chwycił moją rękę i chciał przypiąć ją do kajdanek. Miał o wiele więcej siły, więc nie ma szans, abym się wyrwała, ale zaryzykuję i zrobię coś innego. Podałam mu dłoń, a gdy miał już zapinać, złapałam jego rękę i wsunęłam w kajdanki. Zapiął. Szybko wyciągnęłam mu kluczyk z dłoni i wyszłam z pomieszczenia. Słyszałam jeszcze jego krzyki. Podeszłam bliżej ringu, aczkolwiek w takiej odległości, aby żaden z chłopaków mnie nie zauważył. Co chwilę zerkałam, czy aby na pewno żaden mnie nie widzi. Nagle poczułam czyjeś dłonie, które dotknęły moich bioder, a następnie zjechały na brzuch. Szybko się odwróciłam i cofnęłam  o dwa kroki w tył. Mężczyzna nie był zbyt wysoki. Blondyn o zielonych oczach uśmiechał się do mnie.
-Co taka śliczna dziewczyna robi tu sama? - zapytał i podszedł bliżej.
-Nie jestem tu sama - odparłam. Mężczyzna uniósł delikatnie koszulkę do góry. Za paskiem od spodni znajdowała się broń. Opuścił koszulkę, a ja cofnęłam się jeszcze kawałek. Próbowałam znaleźć szczelinę pomiędzy ludźmi.
-Chodź - powiedział poważnie i wyciągnął dłoń w moim kierunku. Byłam w pułapce. Nie ucieknę, bo reszta chłopaków. Nie pójdę z nim, bo na pewno pokojowych zamiarów to on nie ma. Zresztą chłopaki... W tym momencie rozległy się jeszcze głośniejsze piski i krzyki. Na podłogę padł James. Sędzia zaczął odliczać, ale prawdopodobieństwo, że wstanie było bardzo małe. Robił się coraz większy chaos. Blondyn to wykorzystał, złapał mnie za ramię i zaczął ciągnąć. Zaczęłam krzyczeć, ale nikt nie zwracał na to uwagi. Złapał już klamkę od wyjścia, ale nagle dostał dużą metalową rurą w głowę. Od razu spojrzałam w kierunku, z którego został zadany cios. Harry trzymał w dłoni rurę, do której go przypięłam.
-Co ja ci kurwa mówiłem?! - wrzasnął na mnie i mocno złapał za rękę. Bez sprzeciwu podążałam za nim. Zaprowadził mnie do szatni, w której wcześniej się znajdowałam.
-Masz szczęście, że widziałem  ostateczny cios - mruknął. Po chwili drzwi się otworzyły i do środka wszedł Liam z lekko poturbowaną twarzą i reszta chłopaków. Brązowooki rzucił mi zimne spojrzenie.
-Wyjdźcie na chwilę. Styles, a tobie to chyba naprawdę brakuje zajęcia - powiedział rozbawiony. Gdy zostaliśmy sami obleciał mnie strach.
-Ja przepraszam... - zaczęłam, ale on mi przerwał.
-Jak ty się tutaj w ogóle znalazłaś?! I jeszcze kurwa Cracker się do ciebie przystawiał.
Odwrócił się i wszedł do jakiegoś pomieszczenia obok. W tym czasie wyciągnęłam z kieszeni telefon i szybko napisałam smsa do Nikki, aby wracała do domu i później jej wszystko wyjaśnię.
Payne wyszedł z pomieszczenia jedynie w czarnych spodniach. Nałożył koszulkę, spakował swoje rzeczy do torby i machnął ręką, abym poszła za nim.
-Muszę jeszcze jedną rzecz załatwić. Poczekaj - powiedział, gdy zatrzymaliśmy się obok drewnianych i wyglądających na najbardziej zadbane ze wszystkich drzwi, które widziałam do tej pory. Położył sportową torbę obok mojej nogi i wszedł do środka. Czekałam cierpliwe. Lustrowałam wzrokiem wszystkie elementy tego budynku. Wszystkie spróchniałe belki, każdą dziurę w ścianie... Kilku ludzi kręciło się jeszcze nieopodal. Nagle znikąd pojawił się ten blondyn. Cracker? Czy jakoś tak. Miał sine czoło i górną część policzka. Po takim ciosie nie ma się co dziwić. Zaczął zmierzać w moim kierunku. Rozejrzałam się dookoła, ale nigdzie nie zauważyłam, któregoś z chłopaków. Niedobrze. Spanikowałam. Nie mogłam się nigdzie ruszyć. Był już przede mną. Złapał mnie mocno za szyję i uderzył mną o drzwi. Zrobił to z taką siłą, że drzwi, które wyglądały na stabilne wyleciały z zawiasów. Poleciałam razem z nimi na podłogę. Przez chwilę widziałam tylko ciemność. Ból był niezmiernie silny. Promieniował po całe plecy. Nie miałam siły wydać z siebie najcichszego dźwięku. Blondyn stanął nade mną, ale Liam zadał mu mocny cios. Po chwili usłyszałam głosy chłopaków. Zayn i Nialler podnieśli mnie do góry i zaczęli powoli prowadzić. Dawałam radę powoli iść. Wychodząc spojrzałam się jeszcze na chłopaków. Harry trzymał rurę przy gardle niejakiego Crackera, a Payne zadawał mu ciosy gdzie popadnie. Nie mogłam na to patrzeć i odwróciłam wzrok. Chłopaki zaprowadzili mnie do samochodu. Wsiadłam o własnych siłach, aczkolwiek ból na razie nie ustępował. Zdałam sobie sprawę, że nawet jedna łza mi nie poleciała. Niedługo po tym Liam z chłopakiem o burzy loków na głowie i rurze przyczepionej kajdankami do ręki wsiedli do samochodu. Payne usiadł z przodu, a Styles obok Nialla, który siedział obok mnie. Dopiero teraz zobaczyłam, jak długa jest metalowa rzecz, do której przypięłam chłopaka. Siedzieliśmy w ciszy, tylko od czasu do czasu, któryś z chłopaków zamienił zdanie z innym.
Wyglądałam przez okno, ale kilka razy zdarzyło mi się złapać kontakt wzrokowy z Liamem w przednim lusterku; odwracałam wówczas szybko wzrok.
Gdy dojechaliśmy miałam ogromny problem z wysiadaniem. Stanęłam na nogi, ale nie mogłam się już wyprostować. Brązowooki podszedł do mnie i wziął na ręce. Bałam się do niego odezwać, bałam się spojrzeć na jego twarz. Mogłam za nim tam nie przyjeżdżać. To nie był dobry pomysł. Następnym razem muszę przemyśleć, zanim cokolwiek zrobię. Zaniósł mnie do jego pokoju. Delikatnie postawił i wyszedł na chwilę. Kiedy wrócił kazał mi ściągnąć koszulkę. Starałam się to zrobić, ale ból był silniejszy. Chłopak to zauważył i pomógł mi. Gdy koszulka znalazła się już na podłodze usłyszałam, jak przeklina pod nosem. Nagle wyszedł. Zerknęłam na koszulkę, na której były pokaźne ślady krwi. Podczas upadku drzwi musiały się rozpaść i powbijać w moje plecy. Sięgnęłam do nich powoli, ale jego głos mnie zatrzymał.
-Zostaw. Może trochę zaboleć - oświadczył i czułam, jak zaczyna mi coś wyciągać z pleców.
-Masz szczęście, że to tylko dwa większe kawałki i nie ma malutkich opiłków - mruknął i zaczął mi oczyszczać rany jakąś cieczą. Był delikatny, jego dotyk mnie nie sprawiał mi bólu.
Wyjął z szafki jedną ze swoich koszulek i wręczył mi ją. Zanim wyszedł zdążyłam jeszcze zapytać.
-Mogę zadzwonić do Caitlin? - nieśmiało wyszeptałam.
-Ja zadzwonię. Prześpij się - powiedział i wyszedł z pomieszczenia. Powoli ściągnęłam spodnie, które nie były jednak w złym stanie. Tylko kilka kropel krwi. Złożyłam je i odłożyłam na fotel, który stał na przeciwko łóżka. Położyłam się w łóżku tuż przy ścianie i przykryłam się kocem. Zamknęłam oczy i po niedługim czasie zasnęłam. Uspokoił mnie trochę zapach koca, który tak bardzo pachniał Liamem.
Obudziłam się, a za oknem panowała kompletna ciemność. Wstałam powoli z minimalnie lekkim bólem. Otworzyłam drzwi. Dostrzegłam światło na dole i rozmowę chłopaków. Powoli zeszłam na dół. Zatrzymałam się na ostatnim schodku aby nie było mnie widać.
-Liam, do cholery musisz ją zawieźć do szpitala. Nie wiesz czy nie doznała wewnętrznych obrażeń! - warknął Harry.
-Nie mogę jej tam kurwa zawieźć przecież sam to kurwa wiesz! - odkrzyknął Payne.
-Nie możecie po prostu zadzwonić albo zawieźć ją do Marthy? - zapytał spokojnie Louis. Zapadła cisza, ale ja oczywiście musiałam dać o sobie znać, bo oparłam się o ścianę. Coś na niej wisiało i wbiło mi się to prosto w ranę, więc jęknęłam z bólu. Zeszłam z ostatniego schodka i stanęłam na przeciwko chłopaków, którzy teraz mierzyli mnie wzrokiem. Na szczęście koszulka Payne'a sięgała mi do połowy ud.





Hej wszystkim!
Na początek chciałam Was przeprosić. Wiem, że tyle obiecywałam, a z niczego się nie wywiązałam. Wiem i za to Was bardzo przepraszam.Teraz postaram się dodawać chociaż jeden rozdział na tydzień, albo jeden na dwa, ale na pewno Was tak nie zaniedbam, jak do tej pory.
Drugą sprawą jest zawieszenie mojego drugiego bloga o Ashtonie, ponieważ na razie chcę się skupić na tym oto blogu. Może wrócę do niego w wakacje. Kto wie?
Trzecią sprawą jest liczba wyświetleń. Jejku dziękuję za tyle wejść mimo nieaktywności tego bloga. Prawie 2,600 wyświetleń! Dziękuję, a teraz zabieram się za planowanie kolejnego rozdziału.
Czwartą i ostatnią sprawą są komentarze. Naprawdę miło byłoby mi, gdybyście chociaż na chwilę skomentowali moja pracę, bo nie wiem czy ja to piszę dla kogoś czy dla siebie. Oczywiście możecie zostawiać linki do swoich blogów, a jeżeli któryś mi się spodoba to pomyślę nad stworzeniem zakładki właśnie z Waszymi blogami.
Wszystkiego dobrego!

4 komentarze:

  1. To jest świetne! Next 💜💜💜

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest świetne! Next 💜💜💜

    OdpowiedzUsuń
  3. Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Będę z Tobą do końca :**** (Mam nadzieję, że to doceniasz:/)

    OdpowiedzUsuń