środa, 29 czerwca 2016

Rozdział 7

Chcę zadedykować ten rozdział Dreamer ^^ Dziękuję, że jesteś :)

-O! Księżniczka już wstała - powiedział Louis.
-Ale nogi to masz niezłe - mruknął Harry, a Liam od razu posłał mu ostrzegawcze spojrzenie. Zawstydzona spuściłam głowę w dół i zaczęłam się powoli wycofywać.
-Rose, idź na górę. Zaraz przyjdę - powiedział Liam, a ja wykonałam jego polecenie. Powoli weszłam po schodach, bo ból dokuczał przy każdym kroku.Weszłam do pokoju i usiadłam na łóżku. Po chwili pojawił się Liam.
-Masz klucze do mieszkania? -zapytał. Pokiwałam głową w odpowiedzi. Chłopak wyciągnął dłoń. Wstałam, wyciągnęłam je z kieszeni spodni i podałam mu je.
-Zostań z chłopakami. Wezmę kilka rzeczy z twojego mieszkania, bo zostajesz tutaj - oznajmił i wyszedł. Chciałam zaprotestować, ale zatrzasnął mi drzwi przed nosem. I jak ja się wytłumaczę siostrze? Powinnam z nią teraz być, ale Liama nie przekonam. Ucieczka odpada, bo nawet nie wiem gdzie ja w ogóle jestem. Ruszyłam do toalety i załatwiłam potrzebę fizjologiczną. Następnie zeszłam do kuchni, aby zaparzyć sobie herbatę. W salonie siedział Harry z Zaynem. Chciałam iść na górę z kubkiem, w którym znajdowała się herbata, ale Styles mnie zatrzymał i powiedział, żebym się nie bała i usiadła z nimi w salonie. Usiadłam na skórzanym fotelu i przykryłam nogi kocem, bo było dość chłodno.
-Nie radzę ci więcej jeździć za nami, bo przez ciebie Payne ma same problemy. Zresztą nie tylko on - mruknął Zayn. Spuściłam głowę, bo w pewnej chwili czerwony kubek wydał się bardzo interesujący.
-Mogłaś po prostu dać mu dupy i problem z głowy, ale oczywiści musiał trafić na upartą sztukę - dodał.
-Weź już kurwa przestań! Stało się i skończmy to - powiedział Harry. Coś czuję, że zacznie się przeze mnie kłótnia. Zresztą Malik ma rację. Mogłam się z nim przespać i nie byłoby tego wszystkiego. Co mnie podkusiło, żeby tam pojechać i zobaczyć Jamesa? Powinnam pozostawić go tylko w mojej pamięci. Może nawet byłoby lepiej, gdyby i tam go nie było?
-No właśnie. Skończmy to. Niech Li zawiezie ją pod szpital i powie, że gdzieś tam upadła i po sprawie.
-Po sprawie? Cracker będzie się jej czepiał, a dobrze wiesz, że Payne nie odpuści. Nie zostawi jej. Jest podobna do Katy, za bardzo mu ją przypomina...
Chyba zapomnieli, że ja tu jestem. I jaka Katy? Może lepiej, żebym lepiej nie wiedziała.
-Zayn ma rację - przerwałam im - Zawieźcie mnie pod szpital i skończmy to wszystko. Nie będę dla nikogo ciężarem - oznajmiłam, podniosłam się z fotela i wspięłam się po schodach na górę. Usiadłam przy oknie balkonowym i zamknęłam oczy. Chciałabym zadzwonić teraz do Nikki, żeby po mnie przyjechała. Odjechałabym i wszystko by się skończyło.
Powoli otworzyłam oczy i przed sobą widziałam większość pokoju. Po chwili zorientowałam się, że leżę na nagiej klatce piersiowej blondyna. Czułam jego dłoń na mojej talii. Czułam się dobrze.
-O wstałaś, więc musimy się zbierać. Zawiozę cię do Marthy - oznajmił, a ja odsunęłam się od niego i postawiłam stopy na chłodnych panelach. Chłopak podał mi torbę z moimi ubraniami.
-A co z Cait? - zapytałam.
-Nie masz się o co martwić. Jest bezpieczna - odpowiedział.
-Jeszcze jedno. Myślę, że najlepszym wyjściem byłoby odwiezienie mnie do szpitala, a ja powiedziałabym, że upadłam, czy coś takiego. Nie chcę być ciężarem dla chłopaków, a w szczególności dla ciebie. Lepiej będzie jak po prostu zakończymy tą znajomość - powiedziałam. Patrzyłam na jego poważną twarz, mając nadzieję, że myśli tak samo jak ja i chłopaki.
-Było myśleć o tym wcześniej i po prostu pójść ze mną do łóżka. Teraz nie masz wyboru. Jesteś w to wciągnięta. Nie masz wyjścia, a teraz się ubieraj i jedziemy - oznajmił i wyszedł z pokoju. Jednak nic z tego. Ubrałam się szybko i zeszłam na dół. Widzę, że Cait mnie pakowała, bo Payne na pewno by tego tak nie poskładał i nie wziął takich pierdół. Do Marthy jechał z nami niestety Malik. Siedziałam z tyłu cicho całą drogę. Zatrzymaliśmy się przy budynku, który kojarzyłam, tylko nie wiem skąd. Budynek był zwykłym domem, nie rzucającym się w oczy. Weszliśmy do środka. Panowała tam miła atmosfera. Po chwili przyszła do nas kobieta, która przypominała mi kogoś, tylko nie mogłam sobie przypomnieć kogo.
-Witaj Liam. Śliczną masz dziewczynę - powiedziała, a po chwili ją zamurowało. Poprosiła go na słowo. Skąd ja znam tą kobietę? Starałam się wrócić do przeszłości i... o cholera! To przecież siostra mojej matki! Ale jak? Przecież ona nie żyje. Po chwili kobieta wróciła.
-Rose, ja.. - zaczęła.
-Wiem. Cieszę się, że żyjesz - powiedziałam i przytuliłam się do kobiety, a ona odwzajemniła równie mocny uścisk.
-Chodź, zobaczymy co ci jest, a potem wszystko ci wyjaśnię - oznajmiła. Payne zostawił mnie u ciotki, a sam powiedział, że niedługo wróci, bo ma coś do załatwienia. Znajdowałam się w pokoju, w którym praktycznie wszystko było białe. Ściągnęłam bluzkę i powiedziałam co się wydarzyło. Li wspominał, że jej można zaufać. Martha zrobiła mi prześwietlenie klatki piersiowej i pleców, ale nic nie wyszło. Tyle dobrego, że kości całe. Jestem po prostu porządnie obita. Oczyściła mi ponownie rany i założyła opatrunki. Do 3 dni powinno przestać boleć.
-Jak się trzyma Caitlin? - zapytała, gdy siedziałyśmy już w salonie i  popijałyśmy herbatę.
-Troszkę ciężko z nią, bo jest w ciąży, a chłopak ją zostawił. Teraz jest sama w moim mieszkaniu, ale Liam powiedział, że jest bezpieczna. Mam nadzieję, że jest tak naprawdę - odpowiedziałam.
-Więc powiesz mi jak było? - zapytałam. Westchnęła głośno, ale zaczęła opowiadać.
-Tego dnia nie było ciekawie. Wychodziłam już z pracy, ale zaczęła się ta strzelanina. Liam i reszta chłopaków też w niej uczestniczyła. Wtedy ktoś podłożył bombę, która wybuchła i zawaliło się pół szpitala. Chłopaki wyciągnęli mnie z gruzów i mi pomogli, ponieważ już wcześniej im pomagałam. Nie powiadomiłam policji o ich przekrętach, ponieważ matka ci nigdy tego nie mówiła, ale Liam uratował ci kiedyś, życie, gdy byłaś mała. Mimo, że dzielą was tylko trzy lata różnicy to stanął w twojej obronie. On nie wie, że to byłaś ty i lepiej niech teraz o tym się nie dowiaduje. Można powiedzieć, że jestem jak matka dla Payne'a. Może wspominał ci o Katy? Chociaż wątpię. Nie lubi tego tematu. Może kiedyś go poruszy, a jak nie to może ja ci o tym opowiem. Ale wracając. Można powiedzieć, że mam dług u nich. Chronią mnie za moją pomoc. Pewnie chcesz wiedzieć, dlaczego uznali mnie za martwą. Znaleźli zwłoki podobne do mojego ciała, ale były tak zmasakrowane, że nawet nie zrobili sekcji. Jednak na dobre to wyszło. Tylko nie informuj swoich rodziców, ani brata, a tym bardziej Cait, że żyję, dobrze? Bo to nie będzie dobre wyjście.
-Nie masz się o co martwić. Zresztą kontakt z rodzicami mi się urwał, a Chris jest w wojsku. Za pół roku kończy służbę.
Rozmawiałam z ciotką na wiele tematów. Ciężko było mi opowiedzieć jak poznałam Payne'a, ale jakoś się przełamałam i powiedziałam co się działo. Niedługo po tym przyjechał blondyn.
-I co z nią? - zapytał.
-Do trzech dni powinien ból zniknął, ale dwa razy dziennie musisz jej lód przykładać do pleców. Jeżeli jednak nie masz teraz czasu to może tutaj zostać na trzy dni, a później po nią przyjedziesz - oznajmiła.
-Jest Ivan? - zapytał. Martha pokiwała głową, a blondyn od razu powiedział, że nie będę przebywać z nim w jednym domu. Podziękowałam jej i wróciłam z chłopakiem do domu.
-Co z moją pracą? - zapytałam siadając na łóżku.
-Nie będziesz pracować już w tym klubie. Nie ma sensu, żebyś całe dnie siedziała w domu i nic nie robiła, więc jutro poszukam ci coś w spokojnej okolicy - oznajmił. Nagle rozległo się pukanie do drzwi, które po chwili się otworzyły. Do pokoju wszedł chłopak. Niższy od Liama, ale na pewno w mniej więcej jego wieku. Miał kolczyki w uszach i czerwone włosy.
-Li mam sprawę. Tutaj, czy na osobności? - zapytał. Payne już miał się odezwać, ale uprzedziłam go. Wstałam, wyminęłam chłopaka w drzwiach i zeszłam na dół. Przekąsiłam coś na szybko w kuchni i miałam już wychodzić, gdy zatrzymał mnie Malik. Przycisnął mnie mocno do ściany i wypalał mi oczy swoim pełnym nienawiści spojrzeniem.
-I co zadowolona jesteś z siebie, kiciu?! - warknął i złapał mnie za podbródek. Chciałam go wyminąć, ale mnie zablokował i złapał za drugą dłoń. Zaczęłam się trochę denerwować, a lepiej, żebym nie krzyczała.
-Nie jestem zadowolona. Nie mam wyjścia - odpowiedziałam.
-Masz wyjście. Przelecę cię, ale Payne musi nas przyłapać na tym - powiedział i przysunął się bliżej mnie. Odkręciłam głowę w bok, bo wiedziałam co chciał zrobić. Usłyszałam czyjeś kroki na schodach. Szybkim ruchem złapał mnie za szyję.
-Jeśli tylko coś spieprzysz, zniszczę cię! - warknął i tuż przed puszczeniem mnie, złapał na chwilę mocniej moją szyję. Chłopak szybko się ulotnił i zostawił mnie samą w szoku. Po chwili w kuchni pojawił się blondyn. Widząc moją minę od razu zapytał się, czy wszystko jest okej. Uspokoiłam go, mówiąc, że tak.
-Niedługo mam kolejną walkę. Nie powiem ci kiedy, ale nawet jeżeli się dowiesz to masz mnie nie śledzić, rozumiesz? - to nie brzmiało jak pytanie, tylko bardziej jak rozkaz, ale pokiwałam ze zrozumieniem, bo i tak nie chcę powtórki z ostatniego przybycia do tej fabryki.
-Dziękuję. - podszedł i pocałował mnie w czoło. Zanim zdążył odejść objęłam go i wtuliłam się w jego klatkę piersiową. Mężczyzna odwzajemnił uścisk. Było mi bardzo przyjemnie w jego objęciach. Chłopak zaczął mnie całować w usta. Gdy pocałunki zaczęły się pogłębiać, wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju. Położył mnie delikatnie na łóżku i zaczął rozbierać.



Hej wszystkim! Wiem, że znowu później niż miało być, ale tak wyszło no i nic nie mam na swoje wytłumaczenie. Zatem miłego czytania ;)

2 komentarze:

  1. No, no, no 😃 Cieszę się, że go dodałaś ;› Jak zwykle świetnie się czyta :* Czekam na rozwój wydarzeń ^·^

    OdpowiedzUsuń
  2. Wciągające ff!
    Zapraszam do siebie i życzę weny!
    1d-one-direction-imaginy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń