wtorek, 14 października 2014

Rozdział 2


Nie wierzę, to naprawdę on? Zmienił się i wyprzystojniał. Zauważyłam jeszcze Nicka i jeszcze jakiegoś gościa, ale nie zwróciłam na nich uwagi, bo okrążyłam ladę i rzuciłam się na szyję mulata. Zakręcił mnie wokół siebie i postawił na ziemię. Oderwałam się od niego, ale zaraz ponownie przytuliłam. Tyle dni, miesięcy, lat...
Przez tyle lat nie miałam z kim się pośmiać, z kogo pożartować, powygłupiać, przytulić, zapytać o radę, pocieszyć, a nawet pokłócić. Brakowało mi tego wszystkiego i to bardzo. Każdy mi mówił, że przyjaźń między chłopakiem, a dziewczyną nie istnieje. Mówi to ten, który jej wcale nie doświadczył. Z moich oczu zaczęły kapać łzy. Oderwałam się od niego i wytarłam łzy.
-Zmieniłeś się. Wyprzystojniałeś! - dałam mu kuksańca w bok.
-Dzięki, a ty zrobiłaś się jeszcze śliczniejsza niż byłaś - powiedział. Miło było usłyszeć jego głos i zobaczyć jego uśmiech.
-Nie przesadzaj! Tyle lat. Opowiadaj co ciekawego u ciebie słychać. Masz dziewczynę? - zapytałam, a on zaśmiał się na ostatnie pytanie.
-Zostaję na trochę w Londynie, więc może się spotkamy jutro i pogadamy? - zapytał. Pokiwałam głową i weszłam z powrotem za ladę, bo shoty się same nie podadzą. Podałam shoty i przez jakiś czas jeszcze gadałam z Teem, dopóki nie powiedział, że musi już lecieć. Pożegnałam się z nim, powiedział, że zadzwoni. Niedługo potem szef powiadomił mnie, że mogę już wracać. Wzięłam swoje wszystkie manatki i wyszłam z klubu. Była czwarta nad ranem. Zrobiło się chłodniej, bo poczułam powiew zimnego powietrza po wyjściu z budynku. Niestety nie wzięłam bluzy, ani swetra. Przetarłam dłońmi, ręce od ramion do łokci, lecz cieplej mi się nie zrobiło. Co chwilę mijałam nachlanych gości, którzy ledwo trzymali się na nogach. Szłam spokojnie do czasu, aż ktoś pociągnął mnie za rękę do ciemnej uliczki. Na plecach poczułam zimny mur, a moje ręce zostały uwięzione po obu stronach mojej głowy. Postać, która mnie uwięziła miała na sobie kaptur, więc nie miałam okazji zobaczyć jej twarzy. Mój oddech znacznie przyśpieszył.
-Nie denerwuj się tak kochanie. - mruknął zimny głos. Przez całe moje plecy przeszły ciarki. Zaczęłam się wyrywać i szarpać, ale to nic nie dało.
-Nie szarp się tak. Nie będzie bolało. - oznajmił, poczułam jego oddech na swojej twarzy. Woń zmieszana z alkoholem i tytoniem. Zaczął składać pocałunki na mojej szyi, a w moich oczach zaświeciły się łzy.
-Horan, ona jest moja! - Ktoś krzyknął, a mężczyzna całujący moją szyję został oderwany ode mnie. Ten głos. Skąd ja go znam?
-A już miałem plan, jak się z nią zabawić - powiedział niezadowolony. Zakapturzona postać zdjęła kaptur, a na jej twarzy pojawił się chytry uśmieszek. Podszedł do mnie szatyn, ten co pocałował mnie w klubie.
-Mówiłem, że się jeszcze spotkamy, kotku - stwierdził i przyparł mnie do ściany. No tak, mówił. Kiwnęłam przytakująco głową.Jego brązowe tęczówki pomimo tego, że było ciemno to i tak błyszczały w nich małe iskierki. Zbliżył swoją twarz do mojej na niebezpieczną odległość. Jak dla mnie to za dużo atrakcji jak na jeden dzień. Odwróciłam głowę w prawą stronę, ale on po chwili przekręcił ją tak abym spojrzała w jego oczu. 
-Puść mnie! - syknęłam.
-Nie mam zamiaru. Jesteś moja kotku - mruknął i zostawił jeden mokry pocałunek na mojej szyi.
-Nie jestem przedmiotem! - krzyknęłam i próbowałam się uwolnić, ale bez skutku. Jego ręce znalazły się bezpośrednio na moim tyłku. Tym sposobem uwolnił moje ręce i wymierzyłam my siarczysty cios w policzek. Gdy się trochę cofnął, wykorzystałam jego nieuwagę i ruszyłam biegiem przed siebie. Niestety buty mi tego nie ułatwiały.
Obróciłam się i zauważyłam jego postać niedaleko mnie. Zwolniłam trochę i zdjęłam buty, łapiąc je w rękę. Od razu lepiej i co najważniejsze szybciej. Wybiegłam z czarnej uliczki i rozejrzałam się gdzie mogłabym się przed nim ukryć, ale nie zauważyłam nic co byłoby dobrą kryjówką. Po krótkiej chwili się zdecydowałam i ruszyłam w prawą stronę. Wbiegłam do najbliższej kawiarni, która o dziwo była otwarta. W środku na szczęście nikogo nie było. Wbiegłam za ladę, kucnęłam i schowałam się za nią. Miała ona wgłębienie i gdyby ktoś zajrzał z góry to na pewno by mnie nie zauważył. Zza zaplecza wyszła kobieta, która na moje oko miała ok. 40 – 50 lat. Spojrzała na mnie dziwie. Też bym się zdziwiła, gdyby ktoś przybiegł do mojej kawiarni w środku nocy i schował się za ladą. Po chwili usłyszała dzwoneczek, który wydawał dźwięk, gdy ktoś wszedł do środka. Zaczęłam kręcić głową na prawo i lewo, złożyłam ręce i pokazywałam palcem, aby mnie nie wydała. Ona tylko się przyjaźnie uśmiechnęła, patrząc już na klienta. Wyjrzałam zza małej szpary, aby sprawdzić kto to. Tak to był on. Moje serce zaczęło bić tak szybko, że myślałam, że zaraz wyskoczy mi z klatki piersiowej. Dłonie stały się mokre, a oddech nierówny. Chyba niczego się tak bardzo jeszcze nie bałam jak jego.
-Witam, podać coś panu? - zapytała przyjaźnie kobieta.
-Nie dziękuję. Widziała może pani szczupłą brunetkę z brązowymi oczami i ubrana była prawdopodobnie cała na czarno? - zapytał. Modliłam się tylko o to aby kobieta nie spojrzała teraz na mnie, bo na pewno domyślił by się, że tu jestem. Przecież nie mogłam tak po prostu zniknąć na prostej drodze.
 
Wydawało mi się, że jakaś postać tuż za oknem przebiegła i to na pewno była dziewczyna, więc możliwe, że to ona - odpowiedziała. Wątpię, żeby szatyn uwierzył w tę historię... Zajrzałam jeszcze raz przez szparę, miałam wrażenie, że on się patrzy prosto na mnie. -Dziękuję - odpowiedział i wyszedł z budynku.
-Poszedł. - oznajmiła kobieta,
kiedy już go nie było.
-Dziękuję. Nie wiem co bym bez pani zrobiła.
Po wyjściu z kawiarni rozejrzałam się na boki czy nie ma go w pobliżu. Na szczęściu moje oczy nigdzie go nie wypatrzyły, więc ruszyłam do domu. W połowie drogi poczułam mocne szarpnięcie za rękę i wpadłam plecami na ścianę. W moich oczach zebrały się łzy z powodu bólu. Przed sobą zobaczyłam bardzo znaną mi osobę. Ponad dwumetrowy silny blondyn. Nie, tylko nie on, proszę... Zaczęłam płakać. I ten pieprzony pech chciał, żebym musiała się z nim spotkać. Złapał mnie mocno za ramiona.
-Dlaczego to robisz? Zostaw mnie proszę... - wydukałam przez łzy.
-Ty dobrze wiesz dlaczego.
Na jego ustach pojawił się złowieszczy uśmiech.
Jego ręce znalazły się na moich biodrach i bardziej przycisnęły mnie do ściany. Prosiłam, błagałam, żeby mnie puścił, ale na nic się to nie zdało. Przepraszałam, chociaż sama nie wiem za co. Modliłam się, aby zjawił się ktoś kto mnie uratuje. Ktokolwiek... Zaczęłam się szarpać, ale on zablokował mi ręce. Zostało mi jedno. Zacząć krzyczeć, ale czy ktoś mnie usłyszy? Zaryzykuję. Krzyknęłam i to głośno, ale mój krzyk przerwał pocałunek.
-Nie krzycz kotku, bo będzie jeszcze gorzej - mruknął, a jego głos spowodował dreszcz, który przeszedł przez moje całe ciało. Nie mam pomysłu co mogę jeszcze zrobić. Rozejrzałam się dookoła, ale nic. Po chwili zza rogu wyszły dwie zakapturzone postacie. Nie proszę nie! Nie chcę zostać potrójnie zgwałcona. Kiedy znaleźli się bliżej, jedna z postaci odciągnęła blondyna ode mnie.
-Chodź! - Był to męski nieznajomy mi głos. Mężczyzna pociągnął mnie za sobą.
Blondyn i mój wybawca tarzali się po ziemi okładając się pięściami. Postać zaprowadziła mnie pod czarny samochód i kazała wsiadać.
-Dzięki za pomoc, ale na pewno nie wsiądę - powiedziałam ze złością i wyrwałam rękę z uścisku mężczyzny.
-Wsiądziesz dobrowolnie, albo sam cię wsadzę - warknął, a ja zrobiłam parę kroków w tył. No troszkę się wkurzył. Ton jego głosu na to wskazywał.
-Sama tego chciałaś.
Otworzył drzwi, podszedł do mnie i wziął mnie na ręce. Nie zdążyłam nawet machnąć ręką, a już byłam w aucie.
Siedziałam na skórzanym, beżowym fotelu. Za kierownicę wsiadł chłopak, który wsadził mnie tutaj. Postać, która siedziała na miejscu pasażera odwróciła się w moją stronę i był to ten, jak mu tam? Horan? Tak to on, bo udało mi się wtedy ujrzeć jego twarz. Ma śliczne niebieskie oczy.
-Hej! Przepraszam za to wcześniej - rzekł i uśmiechnął się, ukazując swoje białe zęby.
-Spoko. Jesteś i tak jedyną osobą, która za takie coś przeprosiła.
Takie zdarzenia zdarzyły mi się już kilka razy.
Obok mnie usiadł szatyn, który prześladuje mnie przez cały dzień. Tak przynajmniej mi się wydaje. Odkręciłam głowę w stronę okna, bo bałam się, że mi coś zrobi za to, że mu przywaliłam. Samochód ruszył w przeciwnym kierunku do mojego mieszkania.
-Moglibyście mnie zawieść do... - przerwali mi wszyscy razem słowem „nie”. Czyli do domu na pewno dzisiaj nie wrócę.
-Gdzie mnie wieziecie? - zapytałam patrząc na twarz siedzącego obok szatyna.
-W bezpieczne miejsce - odpowiedział brązowooki lekko się uśmiechając. Taa. A skąd mam mieć pewność, że nie będą mnie całą noc pieprzyć na zmianę? Na samą myśl o tym, moje ciało przeszył zimny i nieprzyjemny dreszcz.
Mogłam go wtedy nie uderzyć. Chociaż, kto wie co by się teraz ze mną działo.
-Możecie mi chociaż powiedzieć jak się nazywacie? - wahając się zapytałam.
-Ten za kółkiem to Zayn, obok Niall, a w domu jeszcze poznasz dwóch gości. Ten z lokami to Harry, a ten drugi to Louis. A moje imię zapamiętaj, bo będziesz je krzyczeć, przez całą noc. Liam.
Ładne imię. Liam, Liam, Liam, Liam, Liam. Ale nie mam zamiaru krzyczeć tego w nocy. Jego ręka znalazła się na moim lewym udzie i zaczęła jeździć po nim blisko mojego intymnego miejsca. Strzepnęłam ją z mojej nogi w błyskawicznym tempie. Skarciłam go wzrokiem, na co on się tylko złośliwie uśmiechnął. Odwróciłam się znowu w stronę szyby. Niedługo po tym zatrzymaliśmy się przy dużej willi. Z dala od ludzi, miasta. Zupełnie jak na pustkowiu. Pociągnęłam klamkę w celu otworzenia drzwi, ale były zamknięte. No tak blokada przed dziećmi. Westchnęłam i czekałam aż ktoś ruszy tyłek i otworzy mi te drzwi! Niall, o ile się nie mylę otworzył mi drzwi i podał rękę. Chwyciłam ją i wysiadłam z auta. Rozejrzałam się dookoła, ale było za ciemno, aby cokolwiek zobaczyć, Ruszyłam do przodu i po chwili potknęłam się o coś i poleciałam do przodu. Wpadłam do wody, do basenu. Kiedy wynurzyłam się, Liam był już w powietrzu i skakał do wody. Gdybym się nie przesunęła wpadłby na mnie. Pociągnął mnie za nogi i wciągnął pod wodę. Przycisnął mnie do ściany basenu, odnalazł moje usta i wpił się w nie. Po pewnym czasie zaczęło brakować mi powietrza. Odepchnęłam chłopaka od siebie i wypłynęłam na powierzchnię. Oparłam się rękami o ściankę, podciągnęłam się i już miałam wychodzić, ale brunet złapał mnie w tali i wciągnął ponownie do basenu. Posadził na brzegu basenu i ponownie złączył nasze usta. Po chwili przeniósł się na szyję i powoli zjeżdżał w dół. Rozszerzył moje nogi i znalazł się pomiędzy nimi. Powrócił do całowania mojej szyi, a jego ręce powędrowały do zapięcia biustonosza. Mocno go odepchnęłam i zwinnym ruchem wyskoczyłam z basenu. Stanęłam w bezpiecznej odległości od basenu i... i nie wiedziałam co ze sobą teraz zrobić. Nie wiem, jak daleko jestem od domu, a jedyną rzeczą, którą wiem to to, że iść w lewo. Co dalej? Nie wiem. Zamknęłam oczy i szukałam jakiejś opcji uwolnienia się stąd. 
-Nie wrócisz dzisiaj do domu, kotku - oznajmił brunet i położył dłonie na mojej tali. Odwróciłam się i zrobiłam dwa kroki w tył. 
-Zostajesz dzisiaj u mnie. Chodź - powiedział i wyciągnął rękę w moją stronę. Zamurowało mnie. Nie mogłam się ruszyć. Jego koszulka idealnie opięła wszystkie jego mięśnie. Podszedł do mnie i pociągnął za nadgarstek. Zmierzałam za nim w stronę ogromnego domu. Budynek był połączony z garażem, przez który weszliśmy do domu. Dostaliśmy się na drugie piętro. Willa była ładnie urządzona, nie powiem. Aż dziwne, że mieszkają tu sami faceci. O ile tylko oni tu urzędują. Znalazłam się w dużym pokoju. Ściany były białe, ale nie wszystkie. Na pozostałych widniała czerń. Na ścianie widniało kilka cytatów. Jeden z nich był napisany dziwnym językiem, ale na pewno nie chińskim. Bardzo dobrze wiem, co ten napis oznacza. Mój tata ma taki tatuaż. I zawsze mówiłam, że jak dorosnę to też sobie taki wytatuuję. "Patrz komu ufasz." Moją uwagę zwrócił również ten cytat: "Życie ? Słowo, które każdy inaczej interpretuje, inaczej na nie patrzy." oraz ten: "Ze wszystkimi nie wygrasz, ale przecież nie ze wszystkimi jest sens walczyć." Liam wcisnął mi w ręce ręcznik, koszulkę i bokserki. Wskazał ręką drzwi, a ja zmierzyłam w ich kierunku. Popchnęłam drzwi i zamknęłam je za sobą na klucz. Łazienka była ogromna, jak chyba wszystko w tym domu. Zdjęłam z siebie ubrania i położyłam je na kosz, w którym znajdowały się ręczniki. Wzięłam szybki prysznic i nałożyłam na siebie ubrania bruneta. Wyszłam z pomieszczenia, a przed drzwiami stał chłopak, jakby czekał, kiedy w końcu wyjdę. 
-Kładź się - mruknął i znikł w pomieszczeniu, z którego ja przed chwilą wyszłam. Nie położyłam się do łóżka, tylko wyszłam na balkon. Stanęłam na zimne płytki i spojrzałam w niebo. Pamiętam, jak miałam sześć lat to zawsze, gdy przyjeżdżałam na wakacje do dziadków, to siedziałam z dziadkiem przed domem. Opowiadał mi wtedy o gwiazdach, gwiazdozbiorach i kosmosie. Wydaje się, jakby to było wczoraj. Może by tak odwiedzić dziadków? Dawno u nich nie byłam... Ale wróćmy do rzeczywistości. Po co Liam mnie tu przywiózł? Wykorzystać mnie na odludziu, aby nikt nie usłyszał? Chłopak nie wygląda na mężczyznę, który angażuje się w dłuższe związki. Nagle poczułam czyjeś dłonie na moich biodrach. Odwróciłam się i nie zdążyłam nawet mrugnąć, bo chłopak wpił się już w moje usta. Wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju. Położył mnie na łóżko i zwiększył tempo. Po chwili nie miałam już na sobie koszulki, a nim się obejrzałam dobierał się do "moich" bokserek. W moich oczach zamajaczyły łzy. Zgięłam nogi w kolanach i gwałtownie je prostując odepchnęłam bruneta, który wylądował na podłodze. Błyskawicznie podniosłam się z łóżka i pobiegłam do łazienki, zbierając po drodze koszulkę. Zamknęłam się w łazience i usiadłam pod ścianą. Przeciągnęłam przez głowę koszulkę, a kolana przyciągnęłam do piersi. Ktoś szarpnął za klamkę, ale nie ustąpiła.
-Rose, otwórz drzwi - powiedział łagodnie Payne. Siedziałam bez ruchu, cicho szlochając. 
-Otwórz te drzwi, albo je kurwa wyważę! - krzyknął i uderzył w drzwi, aż podskoczyłam. Strach cały czas narastał w moich żyłach. Nagle drzwi huknęły i opadły na płytki. Moje ciało zaczęło się trząść. Chwycił mnie za ramię i mocno pociągnął do góry, aż stanęłam na równych nogach. Spuściłam wzrok na moje nogi, które wciąż się telepały. 
-Prze...przepraszam.. - wyjąkałam. Nie wiem, dlaczego go przeprosiłam. Lepiej dmuchać na zimne. Liam chwycił mój podbródek i zmusił mnie, aby spojrzała mu w oczy. Jego piękne brązowe oczy były pełne obojętności. W moich zapewne widniał strach. Payne uniósł dłoń, a ja zacisnęłam powieki i czekałam, aż jego dłoń spotka się z moim policzkiem. Jego dłoń powędrowała na tył mojej głowy i przycisnęła ją do jego klatki piersiowej. Nie spodziewałam się tego. Jego druga ręka powędrowała na moje plecy. Emocje wzięły górę i mocno go objęłam. Pozwolił mi wypłakać się w jego koszulkę. Kiedy się już uspokoiłam i położyłam do łóżka, wyszedł. Przez dłuższy czas nie mogłam zasnąć i przekręcałam się z boku, na bok.
Otworzyłam oczy i zamrugałam kilka razy. Jednak to nie był sen i byłam u Liama w pokoju. Chciałam się przekręcić, ale coś mi to uniemożliwiało. Przeszkodą była ręka, bruneta. Jeżeli dobrze pamiętam to on wczoraj wychodził. Starałam się wyswobodzić, ale on tylko mocniej mnie przycisnął do siebie. Złapałam za jego przedramię i uniosłam je do góry. Lecz on gwałtownie przycisnął je do łóżka. Obudził się. Super! 

-Jak się spało? - mruknął zachrypniętym głosem. Moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz. 
-Dobrze - odpowiedziałam obojętnie. Wstałam i skierowałam się do toalety, aby załatwić potrzebę fizjologiczną. Rozejrzałam się po łazience, ale nigdzie nie znalazłam swoich ubrań. Wyszłam z pomieszczenia i zrobiłam kilka kroków w głąb pokoju. Chłopak siedział na łóżku, które było przykryte czarnym kocem i korzystał ze swojego I'phone'a. Ciekawe co się stało z moim. Telefony te nie są wodoodporne, więc zapewne nie przeżył wczorajszej kąpieli w basenie. Zostawiłam go w tylnej kieszeni spodni. Dopiero zorientowałam się, że brunet stoi przede mną w samych dresach. Spojrzałam na jego brzuch, który był idealnie wyrzeźbiony. Jego mięśnie formowały literę "V", która ciągnęła się od bioder w dół. Materiał dresów opinał jego duży członek. Zdałam sobie sprawę, że przyglądam się jego ciału dłuższy czas. Speszona podniosłam wzrok, a moje policzki przybrały zapewne bordowy kolor. Na jego twarzy pojawił się łobuzerski uśmiech. 
-Mogę w końcu wrócić do domu? - zapytałam pewnie.
-Jeżeli musisz.. - odparł. Poszłam do toalety i szybko się w niej przebrałam. Wróciłam do pokoju i oddałam ubrania, które po chwili i tak wylądowały na pierwszej lepszej półce. Podążyłam za chłopakiem do kuchni.
-Jesteś głodna? - zapytał.
-Nie - odpowiedziałam stanowczo. Po chwili w kuchni zjawił się brunet o zielonych oczach. Wręczył mi telefon do ręki.
-Wszystkie kontakty i pliki przerzuciłem ze starego telefonu na ten.
Zanim zdążyłam podziękować zniknął na drzwiami. W mojej dłoni spoczywał złoty I'phone 5s.
-Dodatkowo masz numery całej piątki. Przydadzą się - oznajmił i pociągnął mnie za sobą. Wsiedliśmy do czarnego Bentley'a. Skąd ten facet ma tyle kasy?
-Skąd jesteś? - zapytał po dłuższej chwili ciszy.
-Z Glasgow - odparłam. Nie zadawał więcej pytań. Zerknęłam na licznik. 160 km/h. Spojrzałam na Payne'a. Jechał, jakby trochę znudzony. Najwyraźniej ta prędkość nie robiła na nim wrażenia, nie to co na mnie. Nim się zorientowałam byliśmy już na miejscu.
-Dzięki. Cześć - burknęłam i wysiadłam z samochodu. Chłopak odjechał dopiero, jak złapałam za klamkę od drzwi. Weszłam po schodach na drugie piętro. Wyciągnęłam klucze z tylnej kieszeni i otworzyłam drzwi. Pierwszą rzeczą, którą zrobiłam po wejściu do środka to zdjęcie butów. Od razu lżej. Na śniadanie zjadłam omlet z pieczarkami i pomidorem. Następnie przebrałam się w coś luźniejszego i sprawdziłam nowy telefon. Miałam wszystko to co w poprzednim. Działał bez zarzutów. Nagle zawibrował i na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie mojego przyjaciela. 


Tak wiem zawaliłam miałam dodać już daaaaawno temu, ale jakoś nie wyszło :/ A co do rozdziału to trochę nudny wiem, bo to są początki i wiecie, ale mam nadzieję, że się spodoba ;) Do zobaczenia w następnym. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz